wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział XI



W Temple czekał już na nas pan George.
- Dzień dobry Gwendolyn . Pozwól ze mną  - powiedział z wyraźnym zdenerwowaniem w głosie.
- A gdzie idziemy? – zapytałam niepewnie.
- Do Smoczej Sali gdzie czeka na ciebie reszta strażników.
- A po co mam tam iść? O co w tym wszystkim chodzi? Czy zrobiłam coś złego? – zaczęłam lekko panikować przez tajemniczą rozmowę z panem Marleyem.
- Wszystkiego dowiesz się za chwilę - odpowiedział, a w jego głosie słychać było zmartwienie.
- Ale… - chciałam jeszcze o coś zapytać, ale drzwi od Smoczej Sali otworzyły się i ukazał się w nich Falk de Villiers.
- No! W końcu jesteście – powiedział i dał mi znak abym weszła do środka.
W sali były wszystkie znane mi z Loży osoby. Niepewnie podeszłam do Gideona, który stał obok Charlotty. Chłopak objął mnie w talii i przyciągną mocna do siebie.
- Witam wszystkich – przywitał nas Falk po zajęciu swojego miejsca obok pozostałych członków Loży. - Jak wszyscy wiemy zgromadziliśmy się tu, aby przedyskutować sprawę związaną z ucieczką hrabiego de Saint Germain z naszego więzienia – oznajmił bardzo oficjalnym tonem.
- Co?! – krzyknęłam zszokowana, a Gideon objął mnie jeszcze mocniej.
- Falku zapomniałeś, że Gwendolyn nie została jeszcze o niczym powiadomiona - przypomniał pan George.
- Jak zawsze – pomyślałam.
- Racja – potwierdził Falk i zwrócił się w moim kierunku.    Więc to co przed chwilą usłyszałaś jest prawdą. Niestety dwa dni temu hrabiemu udało się uciec z więzienia.
 - Ale jak?! – czułam, że w moim głosie słychać było strach.
- Tego nie wiemy. Podejrzewamy, że pomógł mu ktoś z zewnątrz.
Czułam jak uginają mi się nogi i na chwilę straciłam równowagę. Na szczęście Gideon mnie przytrzymał.
- Gwen wszystko w porządku? – zapytał patrząc mi w oczy.
- Ch…chyba tak – odpowiedziałam z drżącym głosem.
- Chcesz stąd wyjść?
- Nie – odpowiedziałam od razu. Nie chciałam, aby ominęła mnie rozmowa na tak ważny temat.
- Więc – kontynuował Falk – nie wiemy gdzie ukrywa się hrabia, ale dowiedziałem się, że jakimś cudem udało mu się odkryć sposób na wysyłanie naszych podróżników w przyszłość bez użycia chronografu.
- Skąd o tym wszystkim wiecie? – zapytała Charlotta.
- Niedawno odwiedził mnie jeden z moich przodków. Był to Jonatan de Villiers – karneol. Gdy Falko o tym wspomniał od razu przypomniała mi się postać, którą widziałam w Smoczej Sali. – Był on najprawdopodobniej zahipnotyzowany – kontynuował – nie chciał prowadzić ze mną żadnej rozmowy. Przekazał tylko wiadomość od hrabiego i znikną.
- Dlaczego hrabia wykorzystuje podróżników? - dopytywała się Charlotta.
- To ostrzeżenie. Podczas swoich misji Gideon odkrył miejsce w którym się ukrywał. Hrabia jakoś się o tym dowiedział i zaczął nas zastraszać wiedząc jak ważni są dla nas podróżnicy.
- Wiedziałeś o wszystkim – powiedziałam szeptem do Gideona, mimo że miałam ochotę krzyczeć.
- Gwen ja nie mogłem… - zaczął się tłumaczyć ,ale nie dałam mu skończyć.
- Wiedziałeś o wszystkim i nic mi nie powiedziałeś! Jak mogłeś?! – powiedziałam ledwo tłumiąc szloch.
- Kochanie uspokój się. Porozmawiamy potem, dobrze?
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Daj mi spokój! – powiedziałam gwałtownie odsuwając się od niego.
- Nie wiemy kogo jeszcze hrabia wysłał w przyszłość  - kontynuował Falk.
- Lady Tinley – powiedziałam cicho. Oczy wszystkich zwróciły się w moim kierunku.
- Słucham Gwendolyn? – zapytał pan George.
- Podczas elapsji do 1910 roku spotkałam Lady Tinley, która powiedziała mi, że będzie wracać do 1897 roku.
- Dlaczego nic nam nie powiedziałaś? – zapytał Falk.
- Myślałam, że macie wszystko zapisane w Kronikach – oznajmiłam żałując, że nie wpadłam na to wcześniej.
- A czy Lady Tinley rozmawiała z tobą? – dopytywał się pan George.
- Tak była miła jak zawsze – powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Czyli była nieświadoma tego, że jest wykorzystywana przez hrabiego – myślał na głos Falk. - Wysatrczy na dziś tych wszystkich informacji.  Gideonie bardzo proszę udaj się z Gwendolyn na elapsję. Chłopak skiną głową i pociągną mnie w kierunku wyjścia z sali.
- Puść mnie! – rozkazałam gdy tylko opuściliśmy pomieszczenie.
- Gwen to nie tak. Nie mogłem ci tego powiedzieć to było zadanie Loży – zaczął się tłumaczyć  Gideon.
- Ale dlaczego? Czemu dowiaduje się o wszystkim jako ostatnia? – zaczęłam głośno szlochać. Nie mogłam już dłużej zachować zimnej krwi.
- Wszystko będzie dobrze. Nie martw się poradzimy sobie z tym .
Gideon objął mnie mocno i zaczął głaskać po włosach. On zawsze wiedział jak mnie uspokoić.  Gdy szliśmy przez ciemne korytarze podziemi  nadal obejmował mnie w talii. Wzdrygnęłam się na dźwięk kroków gdzieś przed nami. Gideon odruchowo ukrył mnie za swoim ciałem. W ciemnościach zaczęła rysować się czyjaś sylwetka. Z przerażeniem wpatrywałam się w zmierzającą w naszym kierunku postać. 

Jeśli rozdział się podobał to bardzo proszę o zostawienie komentarza :).

czwartek, 31 grudnia 2015

Szczęśliwego Nowego Roku!


Niech Nowy Rok przyniesie Wam radość, Miłość, pomyślność i spełnienie Wszystkich marzeń, a gdy się one już Spełnią niech dorzuci garść nowych Marzeń, bo tylko one nadają życiu sens! W Nowym Roku wielu szczęśliwych tylko chwil... Szczęścia w domu i wszędzie, gdzie będziecie!


środa, 30 grudnia 2015

Rozdział X

Bardzo przepraszam, że tak długo nie było nowego rozdziału. Mam nadzieję, że ten wam się spodoba :*. Bardzo proszę o komentarze.

- Gdzie mnie prowadzisz? - pytałam Gideona ciągnącego mnie za rękę.
- Zaraz zobaczysz.
- Jejku daleka jeszcze? Nogi mnie bolą- jęczałam.
- Nie, nie daleko. Przestań tak marudzić. Robisz się nieznośna - czułam, że uśmiecha się pod nosem.
- No dobrze, dobrze - powiedziałam robiąc naburmuszoną minę. Ale naprawdę bolą mnie już nogi!
- Tak lepiej? - zapytał Gideon podnosząc mnie.
- Może być. Ale mógłbyś jeszcze zdjąć mi tę okropną opaskę.
- Jesteśmy - oznajmił stawiając mnie na ziemi.
- Jak tu pięknie! - krzyknęłam gdy Gideon zdjął mi z oczu opaskę. Byliśmy w starym sadzie, który znajdował się na wzgórzu.
- Podoba ci się?
- Tak! A to co? - zapytałam dostrzegając coś pod jednym z drzew.
- To piknik, który przygotowałem - oznajmił Gideon z wielkim uśmiechem.
- Nie powinniśmy udać się na elapsję? - zapytałam po kilku godzinach.
- Na co? - zapytał z rozbawieniem Gideon.
- No na elapsję!
- Po co Gwen? - zapytał.
- No nie pamiętasz? Przecież musimy udawać się na elapsję, aby uniknąć niekontrolowanego przeskoku w czasie - powiedziałam zdezorientowana.
- Haha Gwen przecież my nie możemy już udać się w przeszłość, ani w przyszłość.
- Jak to? Poza tym nigdy nie mogliśmy udać się w przyszłość! Gideon co się dzieje? - już całkiem nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Gwen nasze podróże w czasie to stare dzieje - powiedział Gideon najwyraźniej zadowolony.
- No właśnie Gwendolyn! - usłyszałam czyjś głos. Zaczęłam się nerwowo rozglądać za jego właścicielem. Popatrzyłam na Gideona i zauważyłam, że patrzy się na postać zmierzającą w naszą stronę.
- Nie zbliżaj się! - wycedził przez zęby i osłonił mnie swoim ciałem.
- A to dlaczego? Już mi nie ufasz? - zapytał mężczyzna i zbliżył się do nas. Po chwili rozpoznałam w nim hrabię i schowałam się jeszcze bardziej za Gideonem.
- Powiedziałem nie zbliżaj się! - krzyknął chłopak i rzucił się na hrabiego. Patrzyłam jak obaj przywracają się na ziemię.
- Haha to najgorsze co mogłeś zrobić - powiedział hrabia i nagle obaj zniknęli.

                                              ***

- Gwen wstawaj już 7.00 - usłyszałam głos mamy.
- Co?! Zerwałam się momentalnie z łóżka i pognałam do szafy, aby znaleźć ubrania.
- Dlaczego nie obudziłaś mnie wcześniej? - zapytałam mamy wychodzącej z pokoju.
- Trzeba było nastawić budzik a nie liczyć na to, że ja nigdy nie zaśpię! - powiedziała i wyszła z pokoju. Poszłam szybko do łazienki. Gdy myłam twarz w lustrze zauważyłam moją bransoletkę. Całkowicie zapomniałam o wczorajszym wieczorze. Byłam ciekawa gdzie jest Gideon. Na pewno wczoraj gdy tylko zasnęłam wyszedł do domu, ale dlaczego nie zostawił mi liściku albo nie wysłał SMS'a? Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos mamy wołającej na śniadanie. Zeszłam szybko do jadalni, w której byli już wszyscy. Jadłam śniadanie najszybciej jak potrafiłam, aby uniknąć pytań Charlotty o wczorajszym dniu. Gdy skończyłam zaczęłam wstawać od stołu.
- Dokąd idziesz Gwen? - zapytała mama.
- Musze już wyjść. Jestem umówiona z Leslie pod szkołą.
- Zaczekaj chwilkę to pojedziemy razem.
- Przepraszam, ale jestem już spóźniona, a po za tym pojadę rowerem.
- No dobrze. Ale uważaj na siebie kochanie - powiedziała mama całując mnie w policzek.
- Dobrze mamo. Pamiętaj, że nie mam już 10 lat - zaśmiałam się i pożegnałam z resztą rodziny.

                              ***
Pod szkołą zaczęłam rozglądać się za Leslie. Zauważyłam ją na schodach i podbiegłam do niej.
- No nareszcie jesteś! Ile można na ciebie czekać? - przywitała mnie Leslie.
- Przepraszam. Zaspałam. A poza tym kilka minut na świeżym powietrzu dobrze ci zrobi - oświadczyłam.
- Ostatnio często bywam na dworze.
- Zaczęłaś uprawiać jogging? - zaśmiałam się.
- Nie! A nawet jeśli to co w tym śmiesznego?
- Haha nic. No mów o co chodzi.
- No posłuchałam twojej rady w sprawie Raphaela i nooo... jesteśmy tak jakby w związku - oświadczyła Leslie lekko się rumieniąc.
- Wow naprawdę? - nie mogłam w to uwierzyć. To świetnie!
- Też się cieszę. Ale nie wiem czy to nie za szybko - powiedziała zmartwiona.
- Oj Les nie martw się. Pasujecie do siebie, a Ralhael jest w ciebie strasznie zapatrzony.
- Chyba znowu masz racje - Leslie lekko się rozpogodziła.
- Oczywiście, że mam! A teraz wejdźmy do środka bo za chwilę dzwonek.

                                     ***

 Lekcje minęły mi bardzo szybko. Kilku nauczycieli zachorowało, więc mieliśmy zastępstwa co sprawiło, że lekcje były bardzo luźne. Gdy zadzwonił dzwonek ruszyłam szybko w kierunku drzwi wyjściowych. Gdy zauważyłam czarną limuzynę stojącą na podjeździe przyśpieszyłam kroku. Natychmiast zwolniłam gdy zauważyłam, że z auta zamiast Gideona wychodzi pan Marley.
- Dzień dobry - powitałam go, starając się aby w moim głosie nie było słychać rozczarowania.
- Witam Gwendolyn - odpowiedział obojętnie męszczyzna i otworzył mi tylne drzwi.
- Wie pan może o której odbędę dzisiaj elapsję? - zapytałam wiedząc, że przed tym czeka mnie rozmowa ze strażnikami.
- Niestety nie - odpowiedział lekko zdenerwowany pan Marley.
- A moja dzisiejsza rozmowa ze strażnikami nadal jest aktualna?
- Tak... oczywiście, że tak... Ta rozmowa jest nawet obowiązkowa! To bardzo ważna rozmowa, która może wszystko zmienić! - odpowiedział pan Marley chyba bardziej do siebie niż do mnie.
- Jak to zmienić - zapytałam zdziwiona. A pan Marley podskoczył na moje słowa. Najwidoczniej nie miałam usłyszeć tego co powiedział wcześniej.
- Yyy... przykro mi ale powiedziałem już za dużo. Wszystkiego dowiesz się gdy dojedziemy na miejsce. Przez resztę drogi próbowałam dowiedzieć się czegoś więcej. Nie wiedziałam o co chodzi i dla czego pan Marley jest tak bardzo załamany tą rozmową. Dlaczego miała ona wszystko zmienić?

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych świąt!

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam nadziei, własnego skrawka nieba,zadumy nad płomieniem świecy,filiżanki dobrej, pachnącej kawy, szczęścia, prawdziwej przyjaźni,pogodnych świąt zimowych,odpoczynku, zwolnienia oddechu,nabrania dystansu do tego, co wokół,chwil roziskrzonych kolędą,śmiechem i wspomnieniami.Wesołych świąt!

sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział IX

Mama zaczęła budzić Caroline.
 - Co...co się stało? - zapytała zaspana.
- Skarbie nie pamiętasz, że dziś jest 6 grudnia? - zapytała ją mama z wielkim uśmiechem.
- Tak! Mikołaj! Nick wstawaj! Musimy szukać prezentów! - Caroline zaczęła zdzierać Nicka z fotela.
- Co? Już wstaje... - mamrotał niewyraźnie.
- Zobaczcie Mikołaj! - zaczęła krzyczeć Caroline wskazując palcem w kierunku drzwi. Na te słowa Nick zerwał się z fotela i z uśmiechem patrzył w postać pokazywaną przez Caroline. Odwróciłam się i rzeczywiście zobaczyłam Mikołaja. Zaczęłam mu się przyglądać i po chwili zorientowałam się, że był to Gideon. Za nim stała ciocia Mady, która miała doczepione wielkie, elfie uszy. Wraz z mamą nie mogłyśmy powstrzymać się od śmiechu.
Hohoho - zaczął Gideon mikołajowym głosem. - Czy są tu jakieś dzieci, które nie dostały jeszcze prezentów?
Tak, tak tutaj - Caroline zaczęła skakać z podekscytowania.
- A czy byłaś grzeczna w tym roku? - zapytał "Mikołaj".
- Tak!
- No nie wiem - mama popatrzyła z uśmiechem na Caroline.
- Mamo! - Caroline spojrzała na nią obrażona.
- Ha ha tylko żartowałam - broniła się mama.
- No dobrze. A ty chłopcze byłeś grzeczny w tym roku? - "Mikołaj" zwrócił się do Nicka, który nadal siedział na kanapie. Nagle wstał, podszedł do Gideona i powiedział mu coś na ucho.
- Ha ha no dobrze - odpowiedział mu z uśmiechem.
- Elfie Pomocniku podaj mi prezenty - polecił Gideon cioci Mady. Ta z wielkim uśmiechem przyciągnęła do siebie duży wór.
- No to zobaczmy co tu mamy - powiedział Gideon wyciągając z worka duże, pięknie zapakowane pudełko.
- Dla Caroline - z uśmiechem przeczytał bilecik przypięty do prezentu.
- To ja tutaj! - Caroline błyskawicznie znalazła się obok "Mikołaja" jakby bała się, że ktoś ją uprzedzi. Odbierając paczkę była cała rozpromieniona. Zrobiłam jej kilka zdjęć aparatem, który podała mi mama.
- Dla Nicka - Gideon odczytał kolejną karteczkę. Nick podszedł zadowolony, aby odebrać prezent. Szepną coś do Gideona, a ten zaczął się śmiać. Wyglądali tak uroczo, że zrobiłam im zdjęcie. Potem wszyscy usiedliśmy na kanapie i rozpakowywaliśmy swoje prezenty. Dostałam piękną bransoletkę. Na początku myślałam, że przy wyjmowaniu jej z pudełka zgubiłam przywieszkę, ale rozglądnęłam się dokładnie po kanapie i nigdzie czegoś takiego nie było. Poprosiłam Gideona ( który zdążył się już przebrać), aby mi ją założył, była lekka co bardzo mi się podobało.
Pan Benhard przyniósł nam ciastka w kształcie reniferów i usiadł wraz z nami oglądając swoją nową książkę kucharską. Wtedy przypomniałam sobie, że mam jeszcze jeden prezent dla Caroline. Podbiegłam do przedpokoju i wyjęłam z torby owieczkę, którą wydziergałam.
- Proszę Caroline to dla ciebie - powiedziałam wręczając siostrze prezent.
- Jejku! Dziękuje Gwenny. Znowu spotkałaś Lady Tinley? - zapytała.
- Tak, ale to akurat sama wydziergałam - powiedziałam lekko się rumieniąc.
- Naprawdę? - zapytała mama. Masz prawdziwy talent.
- Dziękuje - teraz na pewno byłam czerwona jak burak. Usiadłam z powrotem obok Gideona i zauważyła, że przygląda się owieczce.
- Nie wiedziałem, że lubisz dziergać - powiedział do mnie z uśmiechem.
- To chyba moje nowe hobby. Gideon popatrzył na mnie zadowolony, a potem ułożył się wygodnie na kanapie i objął mnie w talii. Wszyscy rozmawialiśmy i śmialiśmy się w wniebogłosy, kiedy powtarzałam żarty, które mówił mi siedzący obok nas Xemerius. Czas zleciał nam bardzo szybko. O 23.00 Gideon pomógł przenieść mojej mamie śpiącą Caroline. Potem poszliśmy do mojego pokoju, a pan Benhard przyniósł nam gorącą czekoladę.
- Mam coś dla ciebie - powiedział odkładając kubek.
- Ale przecież dostałam już dziś prezent.
- Ale nie ode mnie.
- Jak to? - zapytałam odkładając kubek.
- To był prezent od twojej mamy - powiedział z uśmiechem. Poprosiłem ją, aby kupiła ci samą bransoletkę.
- Dlaczego? - zapytałam.
- Bo ja mam dla ciebie przywieszkę.
Wstał, wyją z kieszeni pudełeczko które włożył mi w ręce. Otworzyłam je a w środku była piękna przywieszka z połączonymi ze sobą dwoma sercami. W środku jednego serca znajdował się okrągły rubin, a drugiego - diament. Z tyłu widniał napis: "Forever". Patrzyłam na przywieszkę ledwo powstrzymując łzy.
- Nie podoba ci się? -spytał przestraszony Gideon.
- Nie! Jest cudowna! Ale musiała być strasznie droga. Czy to prawdziwe kamienie? - zapytałam.
- Tak - potwierdził Gideon. Tak jak moja miłość do ciebie - powiedział łapiąc mnie za rękę. Gwen kocham Cie. Teraz nie mogłam powstrzymać łez. Byłam taka szczęśliwa.
- Mogę? - zapytał Gideon patrząc na przywieszkę. Dałam mu ją, a on przyczepił mi ją do bransoletki od mamy i pocałował w usta. Odwzajemniłam jego pocałunek. Gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy Gideon zaproponował abyśmy oglądnęli zdjęcia, które dziś zrobiłam. Wzięłam aparat i szybko zgrałam je na laptopa.
Ułożyliśmy się z Gideonem wygodnie na moim łóżku, położyliśmy laptopa na kolanach i oglądaliśmy zdjęcia popijając czekoladę. Gdy doszliśmy do tego na którym Nick szepcze coś do rozbawionego Gideona, zapytałam: - Co cie w tedy tak rozbawiło.
- Twój brat powiedział mi, że jego nie da się nabrać zwykłym strojem i poprosił abym więcej nie pytał go czy był grzeczny, bo z tego będzie rozliczał go tylko prawdziwy Mikołaj, albo mama - powiedział śmiejąc się Gideon, a ja do niego dołączyłam.
- Ale jak to sobie poszedł?! - usłyszeliśmy dobiegający z korytarza głos Charlotty.
- Najwidoczniej był zmęczony - odpowiedziała mama. Od razu wiedziałam, że rozmawiają o Gideonie.
- Wielka szkoda. A Gwendolyn już śpi? - tym razem głos Charlotty dobiegał zza drzwi mojego pokoju.
- Nie! Nie wchodź tam - usłyszałam głos mamy.
- Dlaczego?
- Nooo... bo Gwendolyn już na pewno śpi. Jest dziś bardzo zmęczona. Byłam bardzo wdzięczna, że mama mnie kryła i uratowała od wrednych komentarzy kuzynki. Słyszałam kroki Charlotty oddalającej się od mojego pokoju. W końcu dała sobie spokój, a ja nadal mogłam kontynuować końcówkę tego cudownego dnia wtulając się w Gideona.


Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Niestety nie wiem kiedy będzie następny ponieważ w tym tygodniu mam egzaminy próbne :(.

czwartek, 3 grudnia 2015

Rozdział VIII

W domu było strasznie cicho. Zostawiliśmy w przedpokoju nasze kurtki i buty, a potem poszliśmy do salonu. Na kanapie rozwaleni byli Nick i Caroline.
- Cześć - powitał ich Gideon.
- Gideon! - radosna Caroline zeskoczyła z kanapy i podbiegła do Gideona. Kiedy ten wziął ją na ręce przytuliła go z całej siły.
- A z siostrą to się już nie przywitasz? - udawałam obrażoną.
- Przecież z tobą już się dziś przywitałam - broniła się Caroline, nadal nie wypuszczając z uścisku Gideona.
- Co oglądacie?- zapytał Gideon.
- Dzwoneczka - tym razem Nick się tego nie wstydził.
- Znowu? - zapytał zdziwiony.
- To jest kolejna część! - oburzyła się Caroline. - To bez sensu oglądać dwa razy to samo.
- Ja oglądałem - powiedział pod nosem Gideon.
- Co? - zapytała nadal wisząca na jego szyi Caroline.
- Yyy... nic, nic.
Nick gdzie jest mama? - zapytałam rozglądając się po pokoju.
- No górze. Rozmawia z ciocią Mady.
- Przyniosę coś do jedzenia - oświadczyłam ruszając w kierunku kuchni. Penetrując szafki w poszukiwaniu czegoś do przekąszenia dostałam SMSa od Leslie.
- Gdzie jesteś?
- W domu z Gideonem. Stało się coś?
- Nie :). Możemy wpaść z Raphaelem?
- Jasne :* - odpisuje.
 W końcu znalazłam ogromną paczkę chipsów paprykowych i ruszyłam z powrotem do salonu. Przechodząc przez przedpokój usłyszałam głosy dobiegające zza drzwi wejściowych.
- To pewnie Leslie i Raphael. Szybko tu dotarli - pomyślałam. Otworzyłam im drzwi, zanim zdążyli zapukać.
- Cześć - przytuliła mnie rozpromieniona Leslie. Za nią stał równie rozradowany Raphael.
- Hej! Wchodźcie - zaprosiłam ich do środka. - Jak się rozbierzecie to przyjdźcie do salonu. Ruszyłam w kierunku pokoju. Gideon zdążył już ułożyć się na kanapie, a zadowolona Caroline leżała wtulona w niego. Usiadłam po drugiej stronie kanapy i również się do niego przytuliłam.
- Oglądałeś tę część? - zapytał go Nick.
- Jasne - odpowiedział Gideon. - Szczerze mówiąc bardziej podobała mi się poprzednia.
- Co oglądacie? - zapytała Leslie wchodząc do salonu.
- Dzwoneczka - odpowiedziała Caroline.
- O nie! Nie ma czegoś innego? - marudził Raphael. -To już widziałem. Leslie popatrzyła na niego zdezorientowana.
- No co? - zapytał, nie wiedząc o co jej chodzi.
- Nie jesteś już za duży na bajki?
- O co ci chodzi? - oburzał się. - Oglądamy z Gideonem wszystkie nowości filmowe.
- Ty też? - Leslie zwróciła się do Gideona.
- Oczywiście. To bardzo fajny film - odpowiedział nadal patrząc w ekran.
- To jest bajka! - Leslie nadal nie dawała za wygraną.
- Film animowany! - poprawił ją Raphael. W końcu dziewczyna się poddała i usiadła wygodnie na drugiej kanapie. Raphael bez zastanowienia usiadł obok niej i objął ją ręką. Zdziwiłam się, że Leslie nie próbuje mu się wyrwać, ale najwidoczniej ta rozmowa którą przeprowadzili musiała coś zmienić w ich przyjaźni. Pod koniec filmu Nick drzemał na fotelu, a Caroline spała nadal przytulona do Gideona.
Leslie złościła się na Raphaela, że wygadał jej zakończenie filmu.
- Ale sama mówiłaś, że nie oglądasz filmów animowanych - bronił się chłopak.
- Ale to nie znaczy, że pod koniec musisz wypaplać mi całe zakończenie.
- No przepraszam. Ale przyznaj, że film ci się podobał - droczył się z nią Raphael.
- No nie był najgorszy - przyznała się Leslie. Raphael popatrzył zadowolony na Gideona, który właśnie próbował ułożyć się wygodniej na kanapie lecz przeszkadzała mu w tym śpiąca na nim Caroline.
- My chyba już pójdziemy - oznajmił Raphael podnosząc się z sofy.
- Tak szybko? - zapytała Leslie prostując się.
- Yyy... muszę jeszcze coś załatwić.
- No to idź, a ja jeszcze chwilkę tu zostanę - powiedziała Leslie. ponownie układając się na kanapie.
- Ale jesteś mi potrzebna - Rapchael zaczął ciągnąć ją za rękę.
- No dobra - powiedziała zrezygnowana Leslie i podniosła się z kanapy.
- Papa wszystkim - pożegnali nas.
- Dobranoc pani Shepherd - usłyszałam w korytażu ich głosy. Najwidoczniej mamie udało się skończyć rozmowę z ciocią Mady. Byłam ciekawa o czym tak dyskutowały bo od czasu kiedy wróciłam mama tylko raz zeszła na dół, aby się z nami przywitać.
- Bardzo przepraszam, że tak długo mi to zajęło Gideonie - powiedziałam mama wchodząc do pokoju.
- Nic nie szkodzi proszę pani.
- Wszystko jest już gotowe - oznajmiła mama puszczając oko do Gideona. Popatrzyłam na nich nie wiedząc o co chodzi. Gideon zaczął się podnosić, ostrożnie przesuwając Caroline i kładąc ją na poduszce.
- Wszystko jest no górze? - zapytał moją mamę.
- Tak, przy schodach - oznajmiła. Gideon wymaszerował z pokoju. Chciałam iść za nim, ale mama mnie zatrzymała.
- Daj mu się spokojnie przebrać - powiedziała łapiąc mnie za ramie.
- Jak to się przebrać? - zapytałam.
- Niespodzianka!- odpowiedziała mama uśmiechając się od ucha do ucha. - A teraz pomóż mi budzić dzieci.


Mam nadzieję, że rozdział się wam podoba :* .

środa, 25 listopada 2015

Rozdział VII

Gdy wyszliśmy z sali zaczepiła nas Charlotta.
- Gideon gdzie ty się podziewasz? - zapytała słodko. - Wszędzie cię szukam.
- Przepraszam, ale musiałem porozmawiać z Gwenny - powiedział obejmując mnie w pasie.
- Aha... idziemy dziś z Raphaelem na pizze. Może pójdziesz z nami? - zapytała Gideona.
- Dziś nie mam czasu - odpowiedział.
- Szkoda - powiedziała ze smutkiem Charlotta. Dobrze, że chociaż Raphael się ze mną spotka.
- Nie jestem pewien - Gideon był zmieszany.
- Co masz na myśli? - zapytała.
- Raphael powiedział mi rano, że ma dziś spotkanie z Leslie i nie może się z tobą zobaczyć. Miałem ci to przekazać.
- Co?!...No nie wierze!... - Charlotta rzuciła nam wściekłe spojrzenie i ruszyła w kierunku drzwi.
- Powiedziałem coś źle? - zapytał mnie Gideon.
- Nie. To ona nie może pogodzić się z prawdą - odpowiedziałam wiedząc, że Charlotte najbardziej męczy to, iż to mnie kocha Gideon.
- Jaką prawdą?
- Nieważne - powiedziałam przytulając się do niego. Gideon już o nic nie pytał. Nagle usłyszeliśmy czyjeś odchrząkniecie i odsunęliśmy się od siebie. Przed nami stał, jak zwykle czerwony pan Marley.
- Nie chce wam przeszkadzać, ale twój wuj prosił, abyś się z nim spotkał Gideonie - powiedział pan Marley.
- Proszę mu przekazać, że dziś już nie mam czasu - Gideon chwycił mnie za rękę i ruszył korytarzem.
- Ale... pański wu...uj... cze... - rudzielec zaczął się jąkać.
- Do widzenia - pożegnał go jeszcze Gideon.
- Gdzie my idziemy? - zapytałam.
- Jedziemy do ciebie, tylko najpierw muszę wziąć swoje rzeczy - odpowiedział. - Poczekaj tu, a ja zaraz wracam - pocałował mnie w policzek i ruszył w kierunku szatni.
Czekając na niego usłyszałam głosy dobiegające z Smoczej Sali. Podeszłam do drzwi, które były uchylone. Przez szparę widać było wuja Gideona i jakiegoś człowieka, który był uderzająco podobny do wszystkich de Villiersów jakich do tej pory poznałam. Zachowywał się on jak zahipnotyzowany. Cały czas patrzył w jeden punkt, a na szyi miał zawieszony jakiś dziwny kamień. Wychyliłam się bardziej, aby usłyszeć o czym rozmawiają, ale zrobiłam to zbyt gwałtownie i uchyliłam drzwi z głośnym skrzypnięciem. Mężczyzna mechanicznym ruchem odwrócił głowę i popatrzył mi w oczy.
- Rubin!- usłyszałam jego głos, który wydawał mi się znajomy. Byłam przerażona. Szybko ruszyłam korytarzem. Czułam, że męszczyzna za mną nie idzie, ale mimo to nie zwolniłam kroku. Na zakręcie wpadłam na Gideona.
- Gwenny wszystko w porządku? - zapytał.
- Ta...tak - odpowiedziałam zdyszana. Chodźmy już - pociągnęłam Gideona za rękę
                             ***

Przez całą drogę do domu Gideon wypytywał co mnie tak zmęczyło. Nie wierzył, że czekając na niego naszła mnie ochota na szybką rozgrzewkę albo, że ćwiczyłam ucieczkę na wypadek ataku zombie.
- Powiedz mu, że zaczęła ścigać cię banda dzikich kotów - doradzał mi Xemerius. - Bo jest to bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę to, że pachniesz kurczakiem.
- Wcale nie pachnę kurczakiem! - powiedziałam ciut za głośno.
- Tylko troszeczkę Gwenny - odpowiedział Gideon. - Ale ja lubie kurczaki.
- Ha mówiłem! - Xemerius był bardzo zadowolony. - Węch jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Popatrzyłam na niego z lekkim uśmiechem, a gargulec zaczął szczerzyć do mnie swoje zębiska. Przez resztę drogi rozmawialiśmy z Gideonem o naszych ulubionych potrawach i deserach. Przez pewien czas wydawało mi się, że usłyszałam ten sam głos co wcześniej.
- Na pewno mi się przesłyszało - pomyślałam i kontynuowałam rozmowę z Gideonem.


Mam nadzieję, że rozdział się podobał :). 
Kim był ten dziwny mężczyzna? Jak myślicie?